21 lipiec
Warszawska rzeczywistość cmentarna....
Cmentarz...
Czy w naszym mieście/kraju jest choć jeden, który spełnia wszelkie przepisy BHP? Czy są w ogóle przepisy BHP dla cmentarzy?
Albo chociaż jeden jest zadbany? No powiedzmy ten na Wólce Węglowej może pretendować do statusu "zadbanego", choć można się tam potknąć o kamień, w średnio nowej części nie zobaczysz kranu, o cieniu nie wspomnę a dodatkowo informacja alejkowa jest rodem z horroru.
Wiele czynników - w tym rzecz jasna też pogodowe - takich jak brak kasy i czasu warunkują stan grobów naszych rodzimych cmentarzy. A mam na myśli szczególnie jeden, którego nazwa jakoś dziwnie doń pasuje - bródnowski.
Nie bywam tam często, jestem zaganiana, ale ilekroć jestem, tylekroć miasto zmarłych wygląda gorzej.
Czy w naszym mieście/kraju jest choć jeden, który spełnia wszelkie przepisy BHP? Czy są w ogóle przepisy BHP dla cmentarzy?
Albo chociaż jeden jest zadbany? No powiedzmy ten na Wólce Węglowej może pretendować do statusu "zadbanego", choć można się tam potknąć o kamień, w średnio nowej części nie zobaczysz kranu, o cieniu nie wspomnę a dodatkowo informacja alejkowa jest rodem z horroru.
Wiele czynników - w tym rzecz jasna też pogodowe - takich jak brak kasy i czasu warunkują stan grobów naszych rodzimych cmentarzy. A mam na myśli szczególnie jeden, którego nazwa jakoś dziwnie doń pasuje - bródnowski.
Nie bywam tam często, jestem zaganiana, ale ilekroć jestem, tylekroć miasto zmarłych wygląda gorzej.
Groby są pootwierane, pozarastane po szyję - moją szyję - zielskiem różnorakim. Połamane krzyże ścielą się pomiędzy grobami, popękane płyty wiszą na włosku zbrojonego druta...
Widok doprawdy opłakany. Jak to wygląda u nas, na moich grobach?
Będąc na wiosnę stwierdziłam na nagrobku rodzinnym niesamowity wręcz przyrost,
Widok doprawdy opłakany. Jak to wygląda u nas, na moich grobach?
Będąc na wiosnę stwierdziłam na nagrobku rodzinnym niesamowity wręcz przyrost,
czy raczej rozrost pnącza z kolcami.
Nie znam się na roślinach, ale dziś dwie osoby oceniły to na jeżynę/ny. Ufam, że mają rację, choć owoców to to nie miało, ale mniejsza o nie.
Od wiosny kompletowałam sprzęt na tę poważną ekspedycję i próbowałam wyrwać sobie na to cały dzień bez zajęć.
Nie było łatwo, a to praca, a to lało, a to upały były tropikalne.
A nad naszą (jak mawiała moja babcia) willą nie ma nawet odrobiny cienia. W reszcie udało się wygospodarować dzień i pogoda była w miarę do zniesienia.
Zwarta i gotowa, w dniu dzisiejszym wyposażona w sekator, dwie pary rękawic budowlanych, worki na śmieci, szmaty, płyn do czyszczenia nagrobków, szczotkę i zmiotkę, napoje, czapkę i apteczkę oraz 4kg soli kuchennej uderzyłam na piknik brudno. Przed wejściem dokupiłam parę zniczy, sztuczne kwiaty z betonową donicą (żeby nie odfrunęły) i zapałki. Zabrałam Mamę mniej do pomocy, bardziej do towarzystwa, ale druga para rękawiczek też się przydała. Okazało się bowiem, że przyszło mi zmierzyć się nie tylko z zielskiem
Nie znam się na roślinach, ale dziś dwie osoby oceniły to na jeżynę/ny. Ufam, że mają rację, choć owoców to to nie miało, ale mniejsza o nie.
Od wiosny kompletowałam sprzęt na tę poważną ekspedycję i próbowałam wyrwać sobie na to cały dzień bez zajęć.
Nie było łatwo, a to praca, a to lało, a to upały były tropikalne.
A nad naszą (jak mawiała moja babcia) willą nie ma nawet odrobiny cienia. W reszcie udało się wygospodarować dzień i pogoda była w miarę do zniesienia.
Zwarta i gotowa, w dniu dzisiejszym wyposażona w sekator, dwie pary rękawic budowlanych, worki na śmieci, szmaty, płyn do czyszczenia nagrobków, szczotkę i zmiotkę, napoje, czapkę i apteczkę oraz 4kg soli kuchennej uderzyłam na piknik brudno. Przed wejściem dokupiłam parę zniczy, sztuczne kwiaty z betonową donicą (żeby nie odfrunęły) i zapałki. Zabrałam Mamę mniej do pomocy, bardziej do towarzystwa, ale druga para rękawiczek też się przydała. Okazało się bowiem, że przyszło mi zmierzyć się nie tylko z zielskiem
o szerokości geograficznej jak stąd do komina, kującej po nogach, ale i z obrzydliwym robactwem, upałem
i Mamy pomoc była tak nieoceniona jak i niezbędna.
A, że - tu zdania są podzielone - mam w zwyczaju mieć totalnego pecha i niesamowite szczęście zarazem,
A, że - tu zdania są podzielone - mam w zwyczaju mieć totalnego pecha i niesamowite szczęście zarazem,
że go przeżywam cało, to i tym razem nie obeszło się bez nonsensownych wpadek.
Po przebrnięciu z sekatorem przez zielsko o sielskiej nazwie "jeżyna/y" zamiotłam płytę grobu i wyczyściłam
dokładnie specjalnym płynem do pomników i szmatą.
Według podań niektórych ogrodników wszelka roślina, po za morskim wodorostem i glonami nie lubi soli. Zakupiłam więc 4 kg tego cudownego leku na czystą płytę nagrobną i przystąpiłam do ceremonii obsypywania wszelkiego zielska uprzednio przeze mnie wyciętego, a teraz jedynie kikutującego z ziemi między grobami. Bardzo chciałabym się pozbyć roślinki. Grób pierwotnie mojej Babki zmarłej na wylew
Według podań niektórych ogrodników wszelka roślina, po za morskim wodorostem i glonami nie lubi soli. Zakupiłam więc 4 kg tego cudownego leku na czystą płytę nagrobną i przystąpiłam do ceremonii obsypywania wszelkiego zielska uprzednio przeze mnie wyciętego, a teraz jedynie kikutującego z ziemi między grobami. Bardzo chciałabym się pozbyć roślinki. Grób pierwotnie mojej Babki zmarłej na wylew
w wieku lat 79 i kolejno ciotki zmarłej na to samo w wieku lat 62 oraz mojego martwo urodzonego synka stoi pomiędzy grobem mało odwiedzanym.. rzekłabym nawet, że nieco opuszczonym i mocno zapuszczonym (czyt. niebezpiecznym) z czegoś co przypomina chodnik, a pięknym, eleganckim grobem z czarnego granitu nówka za jakieś 7-9 tysiaków. Nasz jest ze starego lastryko, z nadszarpniętą doniczką i kruszącym się krzyżem, ale sama płyta wygląda świetnie, a napisy są na granitowej tabliczce naniesionej na lastrykowych plecach czy też wezgłowiu. Taka trójca klas społecznych - bym powiedziała... skojarzenie nasuwa się samo. Oba groby boczne są tak blisko naszego, że nie da się wejść pomiędzy, żeby cokolwiek zrobić na naszym, chwilami musiałam więc jedną nogą przystawać na jednym z nich, raz z jednej raz z drugiej strony. Pierwszy kilogram soli kuchennej wysypałam wzdłuż granicy z grobem granitowym, drugą za wezgłowiem naszego do połowy, od połowy następną i jedną wzdłuż grobu zrobionego z chodnika. Na samym końcu sypałam za wezgłowiem i chciałam jak najdalej rozsypać. Ciężko było sięgnąć daleko między te groby, ciasno, głęboko
i kolczatego zielska do pasa, musiałam więc wychylić się za pionową płytę z chodnika, wysoką na jakieś półtora metra/na 5cm szeroką i na moje nieszczęście.. odruchowo dotknęłam/oparłam się oń dłonią...
Możecie sobie już wyobrazić co było dalej. Płyta z chodnika, zbrojona drutem grubości mojego kciuka, szeroka na jakieś 5 cm i wysoka na metr pięćdziesiąt rodem z epoki ameryki kolonialnej - tu mój pech - runeła razem ze mną za grób. Jakimś cudem - tu szczęście - zrobiłam ruch nogą, że mi jej nie przygniotło,
Możecie sobie już wyobrazić co było dalej. Płyta z chodnika, zbrojona drutem grubości mojego kciuka, szeroka na jakieś 5 cm i wysoka na metr pięćdziesiąt rodem z epoki ameryki kolonialnej - tu mój pech - runeła razem ze mną za grób. Jakimś cudem - tu szczęście - zrobiłam ruch nogą, że mi jej nie przygniotło,
a tylko osunęło się po mnie lekko i wpadłam w jeżyny do pępka. Przestraszyłam się jak jasna cholera. Mama moja stojąca w nogach babki wystraszyła się nie na żarty, bo zdało jej się, że wpadłam do grobu po szyję.
I to co gorsza do obcego grobu! Brr...
Rezultat...
Grób obok naszego nie ma już napisów - leżą w jeżynach za grobem... i wygląda dwa statusy społeczne niżej... jak obdarty, rumuński żebrak.
Płyta rozleciała się w 4ry części i kupę piachu, drut był zardzewiały jak spróchniałe drzewo. Moja noga wygląda jak myta papierem ściernym i piecze. Ale jest cała, a mogła być połamana co najmniej w 4ch miejscach. Mam wyrzuty sumienia, że się dotknęłam nie swojego grobu i zdarzyło się to co się stało, ale może dobrze, że to byłam ja z moim pełnym szczęścia pechem, a nie dziecko czy staruszka. I szczęście w nieszczęściu, że nie wpadłam do grobu po szyję, jak to w katastroficznych, nagłych wizjach widziała moja Mama. Można by wtedy powiedzieć, że prawdą jest iż ciężka praca potrafi wpędzić człowieka do grobu.
Rezultat...
Grób obok naszego nie ma już napisów - leżą w jeżynach za grobem... i wygląda dwa statusy społeczne niżej... jak obdarty, rumuński żebrak.
Płyta rozleciała się w 4ry części i kupę piachu, drut był zardzewiały jak spróchniałe drzewo. Moja noga wygląda jak myta papierem ściernym i piecze. Ale jest cała, a mogła być połamana co najmniej w 4ch miejscach. Mam wyrzuty sumienia, że się dotknęłam nie swojego grobu i zdarzyło się to co się stało, ale może dobrze, że to byłam ja z moim pełnym szczęścia pechem, a nie dziecko czy staruszka. I szczęście w nieszczęściu, że nie wpadłam do grobu po szyję, jak to w katastroficznych, nagłych wizjach widziała moja Mama. Można by wtedy powiedzieć, że prawdą jest iż ciężka praca potrafi wpędzić człowieka do grobu.
Z drugiej zaś strony - na miłość Boską - przecież nie może być takich sytuacji, że groby od kichnięcia się na nas zawalają i stwarzają tym samym śmiertelne niebezpieczeństwo! Czy ktoś w ogóle jest za to odpowiedzialny?! Czy właściciel/zarządca cmentarza nie powinien zadbać o groby, które grożą katastrofą budowlaną? Pytam się, czy są na to jakieś normy? Nawet zadałam to pytanie jedynej wykwalifikowanej kadry znajdującej się na cmentarzu - pani Ewy - która tam sprząta... Tylko machnęła ręką.
Wracając - przeżyłam niezłego stracha i byłam obolała. Odetchnęłam po chwili i na koniec zajścia śmiałam się jak dzika - do łez, przydała się też apteczka (plaster, woda utleniona). Mama uznała, że byłam znakomicie przygotowana do tego zadania i poszło mi sprawnie. Pochwały uskrzydlają, zawsze chwalcie Wasze dzieci, nawet jak już będą na emeryturze!
Znicze z aniołkami zapłonęły niewidocznie i poszłyśmy do tramwaju. Reasumując. Wyrywałam jakieś dwie godziny. I sprzątałam godzinę. Plus dojazd, spacer po znicze, sól itd. zajęło mi to 5 godzin. W tak zwanym międzyczasie zbiłam jeszcze duży, szklany znicz, ale ten drobiazg już nic nie znaczył. Przeżyłam cało katastrofę budowlaną cudzego nagrobka i zdarłam skórę z piszczela.
Znicze z aniołkami zapłonęły niewidocznie i poszłyśmy do tramwaju. Reasumując. Wyrywałam jakieś dwie godziny. I sprzątałam godzinę. Plus dojazd, spacer po znicze, sól itd. zajęło mi to 5 godzin. W tak zwanym międzyczasie zbiłam jeszcze duży, szklany znicz, ale ten drobiazg już nic nie znaczył. Przeżyłam cało katastrofę budowlaną cudzego nagrobka i zdarłam skórę z piszczela.
Po powrocie do domu rozmawiałam przez telefon z Anią (przyjaciółka) - cytuję:
"Ania, to się nie mogło przytrafić nikomu innemu, wiesz? Tylko Tobie. Tyylkoo Tobie". ;-)
"Ania, to się nie mogło przytrafić nikomu innemu, wiesz? Tylko Tobie. Tyylkoo Tobie". ;-)
Jaki z tego morał?
Nie dotykaj żony bliźniego swego, ani żadnego grobu, który jego jest!
Fotografie są własnością Autora. Wszystkie prawa zastrzeżone. All images Copyright © 2010

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz